środa, 16 sierpnia 2017

Marcowy koteł

Marcowego kotka z kalendarza skończyłam :) Ukrył się w koniczynie łobuz jeden, bo koniczynka w marcu musi być! Wszak wtedy wypada Dzień Świętego Patryka :) Zdjęcie robione pod wieczór, więc zielony kolor nici na obrazku na fotce już zielony za bardzo nie jest, a kanwa jakaś taka błękitna...


Pozdrawiam!

Romantyczna "sztaluga".

Na szybko wskakuję na bloga, by pokazać kartkę sztalugową  w pudełku z "szybką" zrobioną na 80 urodziny pewnej damy. Wewnątrz kartki oprócz życzeń kieszonka na pieniążki. Jak widać, zainspirowałam się kartkami Moniki i układem, jaki ona często w swoich przepięknych kartkach stosuje.








niedziela, 13 sierpnia 2017

Motylowy zawrót głowy

Na początku dziękuję za tyle miłych komentarzy pod adresem kociego kalendarza. Jeszcze kilka miesięcy zostało mi do wyhaftowania, a później muszę całość jakoś sensownie zagospodarować. Mam już pomysł, ale czy podołam z jego realizacją, to się okaże.
Piegucha,  odpowiadając na Twój komentarz: Ty twardo chodzisz po ziemi i po tylu latach mieszkania w USA znasz ten kraj i patrzysz na niego ze swojej perspektywy. Ja jestem romantyczką z głową w chmurach znającą Amerykę tylko z filmów i książek, i nie "amerykański sukces" mnie fascynuje, ale fakt, że nie opuszczając granic kraju można przebyć niemal wszystkie strefy klimatyczne - od strefy za kołem podbiegunowym, przez prerie, góry, jeziora, mokradła, aż do pustyni. Każdy stan fascynuje czymś innym. Niezwykłe dla mnie jest też współistnienie obok siebie tylu narodowości i kultur. Tak osobiście, to ponieważ z natury jestem odludkiem i nie lubię wielkich miast, myślę, że najlepiej pasowałaby mi niewielka osada na Alasce, albo wielkie rancho w Montanie czy Teksasie. Ewentualnie Hawaje lub Floryda z racji klimatu :) Pomarzyć sobie mogę, a co :))) 
A teraz wracam do tematów rękodzielniczych. 
Mamy lato, więc ciągnie mnie w kierunku motylich klimatów. Czekoladownik XXL, czyli na bombonierkę Merci. Przeszycia ręczne.



sobota, 12 sierpnia 2017

Mam kota na punkcie kota

Mam kota na punkcie kota! Może takie wyznanie zabrzmi nieco zaskakująco z ust zatwardziałej psiary, ale od kiedy mieszka z nami Kicia, tak właśnie jest. Odstawiłam więc na chwilę obraz Golden Gaze, by wyhaftować kalendarz z czarnym kotkiem. Na razie mam 5 miesięcy. Wzorki są chyba autorstwa amerykańskiej projektantki, stąd akcenty na amerykańskie święta - np. w lipcu (4 lipca - Dzień Niepodległości). Ponieważ jednak Ameryka jawi mi się jako ten sen wyśniony, wymarzony - wcale mi to nie przeszkadza:)






Na koniec posta jeszcze Was podręczę moimi słonecznikami :))) Jestem z nich dumna :)


I na sam już koniec - Oneczko, wiem, że czasem do mnie zaglądasz: oto haworsja, która wyrosła z sadzoneczki kupionej na Twoim bazarku na dogo :) Piękna jest, mimo, że nieco obżarta przez kota. Wkrótce czeka ją przeprowadzka do szerszej doniczki :)